Wczoraj nasza najmłodsza wnuczka skończyła dziesięć lat. Nie ma już małych dzieci w naszej najbliższej rodzinie. Szkoda...
A wnuki ? Jest ich troje.
Wszyscy w tym roku szkolnym rozpoczynają coś nowego.
Najstarszy podjął decyzję zamieszkania w internacie. Czy spodoba mu się dyscyplina tego miejsca? Czy będzie umiał mieszkać z kolegami w pokoju ?
Jego młodsza siostra zacznie naukę w liceum najlepszym w mieście. Nie będzie lekko. Czy podoła obowiązkom? Jest pilna i ambitna, zdolna, ale czy nie ugnie się pod nadmiarem obowiązków ?
A najmłodsza? Rozpoczęła czwartą klasę. Nowa pani wychowawczyni,nowe koleżanki i koledzy,nowa sala lekcyjna,wszystko budzi jej niepokój. Jest bardzo wrażliwym dzieckiem. Czy uodporni się na codzienne kłopoty?
To wszystko mnie nurtuje. Nie ma zmartwień, to ich szukam? Nie ! Po prostu troszczę się o najbliższych.
poniedziałek, 12 września 2016
niedziela, 4 września 2016
Smaczny Kraków.
Śniadania w Bibliotece Magellana.
Tu spędzałam wieczory po noc!
Piwnica pod baranami. Niesamowity klimat! Artyzm na dotyk.
Jama Michalika. Historia Krakowa. Wszystko wokół prawdziwie krakowskie.
Bar na Grodzkiej. Smacznie, szybko, tanio i z talerzem w otwartym oknie na Grodzką!
Na Kazimierzu. Tu jadłam paschę, tak samo smaczną jak moja, którą przyrządzam na Wielkanoc.
Parafrazując słowa wieszcza:
I ja tam byłam, piwo i wino piłam, a co widziałam, sfotografowałam.
Tu spędzałam wieczory po noc!
Piwnica pod baranami. Niesamowity klimat! Artyzm na dotyk.
Jama Michalika. Historia Krakowa. Wszystko wokół prawdziwie krakowskie.
Bar na Grodzkiej. Smacznie, szybko, tanio i z talerzem w otwartym oknie na Grodzką!
Na Kazimierzu. Tu jadłam paschę, tak samo smaczną jak moja, którą przyrządzam na Wielkanoc.
Parafrazując słowa wieszcza:
I ja tam byłam, piwo i wino piłam, a co widziałam, sfotografowałam.
wtorek, 30 sierpnia 2016
Weekend spędziliśmy w
Bydgoszczy. Było super! O tym opowiem innym razem.
Pragnę myślami wrócić do
Krakowa.
Wybierając się do Krakowa
bardzo pragnęłam zbaczyć Cricotekę. To były moje ciche plany, moje marzenie. Kilka
lat temu, gdy płynęłam Wisłą, widziałam wielki napis CRICOTEKA. Wiedziałam, że
jest to centrum Kantora w budowie. Bałam się, że moje plany nie będę w stanie
zrealizować, był nas przecież cały autobus!
Udało się! W czworo
urwaliśmy się z wycieczki i przeprawiliśmy się przez Wisłę, pod muzeum zawiózł
nas Pan Samochodzik, opowiadał bardzo interesująco, zatrzymywał się w ciekawszych
jego zdaniem miejscach i sam był ciekaw, gdzie na Kazimierzu mieści się ta
Cricoteka!
I oto ukazało nam się cudo, dworek cały w szkle!!! Połączone stare z
nowym. Wydało mi się takie kantorowskie! Oniemiała i bardzo podniecona weszłam
do budynku.
Kupiliśmy bilety i udałam
się do małej księgarni w której kupiłam książkę Krzysztofa Miklaszewskiego „Kantor
od kuchni” (to już moja druga pozycja o Kantorze tegoż autora).
I zaczęłam zwiedzanie! KM
i dwoje przyjaciół widzieli jak jestem przejęta, nie pytali o nic, oglądali
wystawę, a ja jak urzeczona napawałam się tym miejscem!
Pozwolono mi zrobić kilka
zdjęć, ale aparat zawiódł, albo moje emocje mu się udzieliły?
To co ocalało
przedstawiam.
niedziela, 28 sierpnia 2016
piątek, 26 sierpnia 2016
środa, 24 sierpnia 2016
W Krakowie, w hotelu i na Wawelu.
Minął
kolejny wekend, lato ucieka! Już czuję, że niedługo nastąpi nieoczekiwany
koniec lata!
Przejdźmy do wspomnień.
Początek sierpnia, Kraków.
Krążyliśmy
po Kleparzu, by dostać się pod hotelik na Długiej. Już myślałam, że to rondo w
Wąchocku i nie ma z niego zjazdu!!! ( Czy ktoś pamięta jeszcze serię dowcipów o
Wąchocku?) Kierowca autobusu , skromny chłopak ze wsi, bał się zatrzymać w
niedozwolonym miejscu. Po kilku objazdach wokół zdesperowany, wysadził nas,
dając nam trzy minuty na wysiadanie. Nie było tak łatwo, bo mieliśmy dziecko
niepełnosprawne z wózkiem, ale faceci uwijali się jak w ukropie.
Zerkaliśmy na kamienicę w
której mieliśmy mieszkać i w oknie ujrzeliśmy naszych gości z Arizony! Machali,
śmiali się do nas i wydawali okrzyki radości. To był dowód na to, że jesteśmy
„w domu”.
Wieczór spędziliśmy na Starym Rynku. Nie było wiadomo
czym się cieszyć bardziej i na co patrzeć. Urzekał nas spacer plantami, a potem
urok uliczek, które prowadziły prosto pod Sukiennice.
Wawel, to miejsce, które
musieliśmy pokazać dzieciom i gościom przede wszystkim. Po porannym śniadaniu w
„Bibliotece Magellana” wyjechaliśmy na Wawel. Kolejny raz kierowca wiercił się
po uliczkach, a przecież to niedaleko, doszlibyśmy pieszo!
Na Wzgórze Wawelskie pojechaliśmy wszyscy, z
przyjaciółmi z Arizony na czele. Zwiedzaliśmy zamek z przewodnikiem, byliśmy w komnatach
królewskich, w katedrze wawelskiej z królewskimi grobami, skarbiec królewski i
część osób weszła na wieżę , by dotknąć dzwonu Zygmunta.
Na Wawelu wręcz czuje się, że patrzy na nas HISTORIA!
Dzień 4 sierpnia był
dniem, kiedy przygotowywano katedrę na przyjęcie ciała z trumną kardynała
Franciszka Macharskiego. Czuło się powagę chwili.
Myśląc o tym, że nazajutrz
spocznie tu ukochany przez krakowian dostojnik kościelny, myślałam o tych co tu
znaleźli swoje miejsce na wieczne spoczywanie. Wzruszył mnie grób Marii i Lecha
Kaczyńskich. Skromny i na uboczu, pomijany przez wielu zwiedzających. Przykre.
Opuszczaliśmy Wawel
wracając grupkami, szliśmy drogą królewską w stronę Starego Rynku. Szliśmy
Kanoniczną, potem Grodzką, a ulicami podążały tłumnie delegacje z całej Polski,
za kilka godzin tędy miał przejść kondukt żałobny z Franciszkańskiej na Wawel.
Postanowiliśmy być widzami tej historycznej chwili.
Dzień na Wawelu był dla
mnie dniem refleksji i zadumy.
niedziela, 21 sierpnia 2016
W zamku Pieskowa Skała.
Zmęczyć też się można oglądaniem pięknych
miejsc i doświadczaniem zachwytu.
Chyba brzmi banalnie!!!
Jestem zmęczona wypoczynkiem, ale obiecuję solennie, dojdę do siebie!
Nie
chcę pisać sprawozdania z podróży do Krakowa, chcę, żeby w mojej relacji było
wiele o uczuciach i przeżyciach, a nie o tym, gdzie byłam i co widziałam.
Było nas dwadzieścioro. W
tym czworo dzieci. A my tworzyliśmy grono przyjaciół, którzy mieli towarzyszyć
znajomym z Arizony. Amerykanie to najbliższa rodzina naszych przyjaciół, a że
są to ludzie lubiani, aż cztery małżeństwa oprócz rodziny pojechało zabawiać
zagranicznych gości. Jechaliśmy autobusem, więc musieliśmy mieć taki program,
który zadowoli wszystkich. Po drodze spaliśmy w Dąbrowie Górniczej, nie wiem
dlaczego, ale do grupy trzeba się przystosować!
Rano po śniadaniu w hotelu
wyruszyliśmy w okolice Ojcowa. Planowaliśmy zwiedzić zamek Pieskowa Skała.
Zamek położony jest w
dolinie Prądnika koło Ojcowa. Pierwsza wzmianka o nim notowana jest w 1315 roku
za Władysław Łokietka.
Kręcono tu wiele filmów, między innymi „Janosika” i „Ogniem
i mieczem”.
Chcieliśmy
koniecznie pokazać to cudo dzieciom.
Przyjechałam tu po latach i nie wszystko pamiętałam, starannie
zwiedzałam kolejne sale trzymając informacje o wystawianych eksponatach w ręku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























