Smutno mi, choć Ona ciągle żartowała ze śmierci! Żal mnie ogarnął! Straciłam bliską osobę!
Dlaczego umarła? Jest nam potrzebna!
niedziela, 15 maja 2016
poniedziałek, 9 maja 2016
???
Urodziła się w szpitalu w
wiosenny poranek. Była maleńka jak ptaszek, dzióbek układała w
serduszko, dużo kwiliła. Cichutko. Po dwóch tygodniach zawieziono ją do domu.
Wtedy pierwszy raz jechała windą, bo to był wieżowiec. Mały pokoik dzieliła z
ośmioletnim bratem. Miała swoje białe łóżeczko, przeróżne gumowe zabawki i
pomarańczowy kocyk w niebieskie kotki. Jej był też bogaty zestaw kosmetyków
zdobytych z NRD, szafka z ciuszkami dla niemowlaka , a wszystko przywiezione ze
Wschodnich Niemiec, bo w kraju, gdzie się urodziła, nie było nic!
Karmiono
ją mlekiem matki, a po trzech miesiącach mlekiem z butelki. To też był problem!
Mleko nazywało się Bebiko i trzeba je było sprowadzać aż z Łodzi, dokąd
jeździli pracownicy ojca. Butelki dostaliśmy od zaprzyjaźnionej pani z
krwiodawstwa. Były szklane, miały podziałkę, można je było gotować, a poza
tym w zakrętce mieścił się smoczek.
Smoczki można było kupić normalnie, na szczęście!
I tak
dziewczynka – ptaszek rosła, słabiutko przybierała na wadze, ale była radosna i
pełna życia!
Na
spacery (z bratem, mamą, a bywało, że i z tatą) wożono ją w głębokim
czerwono-białym wózku na stadion. Tam na trawniku , w cieniu szumiących topoli
słodko spała. Po roku wózek zmieniono na spacerowy, a kolejne lata biegała po
murawie lub szutrowej bieżni. Kibicowała ojcu, który tam biegał ćwicząc
czterystu i tysiąc metrowe dystanse. Spokojnie bawiła się w dom na kocyku w
kotki, karmiła lalki i zajadała piknikowe smakołyki. (Jeśli takowe udało się
wystać !)
W
czwartym roku jej życia rodzina wyprowadziła się z wieżowca. Mieszkała teraz
wraz z bratem i rodzicami na drugim piętrze w czteropokojowym mieszkaniu. Miała
swój pokoik pełen lalek i zabawek. Przed domem rozpościerały się dzikie łąki i
z okien widać było las a… najbliżej było na stadion! Stadion, miejsce spacerów
i zabaw był inny, niż ten z czasów jej niemowlęctwa, przedwojenny, zniszczony,
ale nie pozbawiony uroku. Było tam tyle miejsca i swobody!
Mała
dorastała, a miasto rozpoczęło odbudowę tegoż zabytkowego obiektu. Właśnie ukończyła
piątą klasę i w wakacje uczestniczyła w pokazie gimnastycznym, który
zorganizowano z okazji otwarcia naszego stadionu z sąsiedztwa. Tam na
ratanowych nawierzchniach odbyła się pierwsza w mieście olimpiada
lekkoatletyczna dzieci i młodzieży. Przez kilka lat stadion tętnił życiem,
słychać było w domu koncerty, a na balkonie można było czuć się jak w loży.
Lata
mijały. Mała zaczęła studia w wielkim mieście. Po wielu trudach otrzymała pokój
w akademiku i mieszkała sobie przy…(oczywiście!) stadionie żużlowym! Czy tam
bywała? Pewnie nie, sportem interesowała się tyle o ile, a w czasie bycia
żakiem było wiele ciekawszych rozrywek -
wiadomo!
Mała rozpoczęła dorosłe życie. Pracowała i
myślała o własnym mieszkaniu w mieście z którym nauka i miłość związały ją na
stałe. Pokochała, wyszła za mąż i szukała miejsca, gdzie by tu uwić swoje gniazdo!? Nawet
rodzicom pokazywała miejsce, które planowała zagnieździć. Małą, jej męża i
rodziców zauroczyło mieszkanie na parterze wśród zieleni z wyjściem na ogród z
jednej strony, a z widokiem …na stadion z drugiej. Stadion okazały, zadbany,
ligowy piłki nożnej!
I tak
jak czterdzieści lat temu Mała z córką i mężem bywają okazjonalnie na
trybunach, a wyniki i strzelone bramki odbijają się echem o ściany jej
mieszkania. Można Małą pytać: „Czy przeszkadza pani to, że mieszka pani przy
stadionie?”. Na pewno odpowie: „Nie! Nie! Nienienie!”
sobota, 30 kwietnia 2016
środa, 20 kwietnia 2016
O życiu?
Do pracy
dojeżdżam 25 minut, aby nie marnować czasu, oprócz gapienia się na wszystko co
jest wokół i po drodze, słucham audiobooków.
Miesiąc temu
skończyłam słuchanie „Anny Kareniny” Lwa Tołstoja. Czytała mistrzyni słowa –
Anna Polony.
Lew Tołstoj
w swym życiorysie tak pisze o rodzinie: „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do
siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.”
Jego rodzina nie była najszczęśliwszą. Podobno wiele wątków zawartych w
powieści to wątki autobiograficzne.
W powieści
„Anna Karenina” Lew Tołstoj opowiada o trzech rodzinach: Annie i jej mężu
Kareninie, o Kitty Szczerbackiej i Konstantym Lewinie, o Dolly i Stiepanie Obłońskich.
Zdaniem autora wszystkie rodziny nie są szczęśliwe.
Najwięcej miejsca
Tołstoj poświęca tytułowej bohaterce Annie i jej wielkiej miłości do Aleksego Wrońskiego.
Każdy czytał
kiedyś „Annę Kareninę”, ja też, ale dziś odebrałam te treści inaczej! Jako kobieta dojrzała krytycznie oceniam Annę, główną
bohaterkę. Dawniej było mi jej żal, cierpiałam razem z nią! A dziś? Dziś owszem,
dostrzegam tragizm postaci, współczuję, ale ganię za egoistyczną miłość, która prowadzi
do zatracenia: siebie i tych co ją kochali!
Czy tak postępować
można? Czy TAK kochać należy? Czy to jest prawdziwa miłość?
czwartek, 14 kwietnia 2016
Niebiesko mi...
W pierwszych dniach kwietnia trawniki koło starego cmentarza i na bulwarach z zielonego zmieniają kolor na niebieski.A wszystko za sprawą małych kwiatków cebulicy syberyjskiej. Byliny pochodzącej z zachodniej Azji, Kaukazu i wschodniej Europy. Cebulica jest uprawiana jako roślina ozdobna. W tych miejscach miasta nikt jednak nie sadzi, pojawia się od kilkudziesięciu lat sama, zwiastuje wiosnę.
Myślę sobie, że w latach pięćdziesiątych ktoś przywiózł na grób najbliższej osoby woreczek ziemi ze wschodu i tak ukwiecił całą okolicę na lata. Ku pamięci.
(Zdjęcia znalazłam w Internecie.)
Myślę sobie, że w latach pięćdziesiątych ktoś przywiózł na grób najbliższej osoby woreczek ziemi ze wschodu i tak ukwiecił całą okolicę na lata. Ku pamięci.
(Zdjęcia znalazłam w Internecie.)
sobota, 9 kwietnia 2016
Melancholijnie.
Za czym tęsknię?
Chciałabym zatrzymać czas, a może tylko rozciągnąć szczęśliwe minuty, godziny.
Po prostu mi żal, że "...i jakby krótsze zrobiło się słowo przyszłość". (To cytat z piosenki "Pani Zosia" Andrzeja Sikorowskiego.)
Coś we mnie się burzy...tęsknię, marudzę...
Chciałabym zatrzymać czas, a może tylko rozciągnąć szczęśliwe minuty, godziny.
Po prostu mi żal, że "...i jakby krótsze zrobiło się słowo przyszłość". (To cytat z piosenki "Pani Zosia" Andrzeja Sikorowskiego.)
Coś we mnie się burzy...tęsknię, marudzę...
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
Żurawie.
Od połowy lutego w drodze do pracy
obserwowałam żurawie. Przez kilka dni daremnie wypatrywałam tych ptaków.
Wiedziałam, że będą żerować na polu po zżętej jesienią kukurydzy.
Ku
mojej uciesze zaczęły się tam pojawiać. Codziennie pokazywałam je KM. Miejsce,
gdzie żerowały było dość niedostępne, pole wśród lasu, choć przy szosie. Z
żadnej strony dojazdu, ni ścieżki, martwiłam się, jak tam zaparkować, choć jak
jechaliśmy szosą to ptaki widać było wyraźnie i zdawało się, że są bliziutko.
Postanowiliśmy
pewnego marcowego ranka sfotografować je. Wjechaliśmy w las. Ptaki krążyły nad
polem. Wysiadłam z auta. Słyszałam ich klangor, śpiew! Były po drugiej stronie
drogi i pewnie ostrzegały się. Żaden ptak nie osiadł na polu przy który stałam,
ale słyszałam ich donośne tokowanie, to było piękne, przypominało dźwięki trąbki!
Zbliżała
się połowa marca, a moje żurawie nie miały jeszcze zdjęcia!!! Postanowiliśmy ponowić
próbę. Tym razem nie wysiadłam z auta, otworzyłam okno i fotografowałam. Widać na
kolejnych zdjęciach, że wjazd auta poruszył ich spokój, ale nie odleciały. Pozowały
mi parami, grzecznie jak dzieci na szkolnej wycieczce.
To były ostatnie dni, kiedy je widziałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










