poniedziałek, 24 lipca 2017

A co się działo?


A co się działo?
Tygodnie lata mijają. Dzień za dniem podobne do siebie, ale szczęśliwe.
Zajmuje nas praca, codzienne spacery, rower. W weekendy odpoczywamy. Staramy się czynnie.
W ostatni weekend czerwca uczestniczyliśmy w uroczystości dziewięćdziesiątych urodzin mojej ostatniej już cioci. Uroczystość pełna wspomnień, wzruszająca.
Ostatnie trzy soboty i niedziele odwiedzamy działkę. Uczymy się żyć poza naszym miastem. Za rok planujemy przeprowadzkę.
A na działkach nic dziwnego się nie dzieje... Poza tym, że starsze panie godzinami plotkują, z serdeczności troszcząc się o sąsiadów, wieczorami piją drinki i tańczą przy muzyce disco polo. Pewnie chciałyby przy innej, ale czy to zagrają?
A ja obserwuję. Uczę się żyć. To przecież ma być za rok mój "balkon" w wielkim mieście.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Cieszmy się latem!

Weekend spędziliśmy  na działce. Piękna pogoda, spacery wśród zieleni i kwiatów pozwoliły nam odpocząć od codzienności.
Szkoda, że na działkę mam powyżej stu kilometrów. Za rok planujemy przeprowadzkę i wtedy będzie bliziutko!







Tak się pysznią kwiaty na sąsiednich ogrodach!

A na mojej działce cichutko, skromniutko. W zieleni buszuje ptak, śpiewa dla mnie! Pelargonie w donicach czerwienią się jak panny na wydaniu! Kot cicho mruczy i domaga się pieszczot.

Sielsko - anielsko!

czwartek, 6 lipca 2017

Śniadanie... i skojarzenia.


Przeglądając córki bibliotekę spojrzałam na egzemplarz „Śniadania u Tiffaniego” Trumana  Capote. Pomyślałam – czytałam. Wzięłam jednak książkę do ręki i zamyśliłam się. Zastanawiałam się, dlaczego to opowiadanie zawsze przewodzi mi na myśl obraz Edouarda Moneta „Śniadanie na trawie”? Czy dlatego, że widziałam ten obraz w Paryżu? Czy z powodu podobnych tytułów?

Przeczytałam opowiadanie jeszcze raz.

Śledziłam losy lekkomyślnej Holly, głównej bohaterki. Podziwiałam jej marzycielską naturę i zdawałoby się beztroskie podejście do życia. Ani razu nie wydała mi się ani wulgarna, ani też dziewczyną o lekkim prowadzeniu. Przeciwnie, była zawsze elegancka, skłonna pomagać innym.
Holly Golightly leżąc po zabiegu w szpitalu, przed otwarciem listu od kochanka, mówi: "Dziewczyna nie może czytać takich rzeczy bez szminki”. Nie czuła nienawiści do mężczyzn, którzy ją wykorzystywali, a wszyscy ją kochali. Ona chciała być tylko bogata. Tęskniła jednak za stabilizacją, za czymś swoim i sama chciała być czyjaś. „Gdybym znalazła prawdziwy dom, w którym czułabym się jak u Tiffaniego…”- marzy Holly. Kochała luksus, była młoda, piękna i pragnęła być bogata.

            Myślałam o tym co tam u Tiffaniego tak zachwycało dwudziestolatkę?
Może marzył jej się szczerze dany pierścionek z brylantem?

 Może nie? Mówiła przecież: „Uważam, że noszenie brylantów przed czterdziestką jest wulgarne.”

Może zachwycała ją elegancja i spokój salonów Tiffaniego? Tam czułaby się sobą?


Zaczęłam interesować się słynną amerykańską firmą jubilerską Tiffany & CO. Założył ją Charles Lewis Tiffany (1812 – 1902) i do dziś słynie z luksusowych salonów jubilerskich, a jej znakiem firmowym są piękne i skromne turkusowe pudełka.
 

Jednak myśl o związku książki z obrazem nie dawała mi spokoju!


Oto „ Śniadanie na trawie” Edouarda Maneta, obraz powstał w latach 1862 – 1863.

Patrzę uważnie na postać nagiej kobiety, na pewno jest to apoteoza kobiecego ciała!

Wszyscy są ubrani, a ona śmiało, bez skrępowania patrzy nam prosto w oczy.

Jest młoda, piękna i niczym nie skrępowana. Jak Holly?

ps. Zdjęcia znalazłam w Internecie.


niedziela, 2 lipca 2017

W Nieszawie nad Wisłą i w Raciążku.





 Nieszawa to maleńkie miasteczko oddalone 8 km od Ciechocinka. Można je nazwać miastem - muzeum. Mimo swej skromności i marazmu jaki tu panuje, można się nim zachwycić! W Nieszawie dzieje się akcja filmu "Wiosna panie sierżancie" z 1974 roku. Można tu przeprawić się na drugą stronę Wisły jedynym w Polsce promem bocznokołowym. Jest w Nieszawie też piękny piętnastowieczy kościół z barokowym wnętrzem.
Bardzo ciekawe jest też muzeum w Nieszawie.
Jest ono poświęcone Stanisławowi Noakowskiemu tu urodzonemu, wybitnemu teoretykowi architektury, pedagogowi, rysownikowi i malarzowi.
W muzeum jest też wystawa twórczości Ludwika Baucharda, nauczyciela Noakowskiego.
 Muzeum jest pięknie i bogato wyposażone, a pani kustosz to kopalnia wiedzy.

Obejrzałam też ruiny w Raciążku. To tylko 3km od Ciechocinka. Oto one.

czwartek, 29 czerwca 2017

Jeszcze trochę pomarudzę!

W Ciechocinku zwiedziliśmy Warzelnię Soli, muzeum.
Moją uwagę zwróciły wystawiane tam w nieczynnej części warzelni sprzęty do rehabilitacji. Stare, sprzed stu lat.
Ten powyżej to wygląda jak dzisiejszy "atlas" !

A to rower stacjonarny. Podejrzewam, że Kettler wzorował się na sprzęcie z Ciechocinka.
Tak wyglądała dawniej ławeczka do ćwiczeń.
Ten przyrząd mnie przerażał! Był przeznaczony do ćwiczeń dłoni!
W tej kabinie po włączeniu wszystkich żarówek zamykano pacjenta, tak leczono ciepłem.

Pokazywałam te zdjęcia przyjaciołom
 Pytali mnie, czy byłam w muzeum tortur?
Dotychczas myślałam, że siłownie to wynalazek współczesnej techniki.
A to wcale nie jest prawdą!

piątek, 23 czerwca 2017

Jeszcze trochę o Ciechocinku...




 Ciechocinek, miasto całe w kwiatach i fontannach!
Na deptaku parada strojów, od turystycznych po wieczorowe! Kramy pełne kolorowych drobiazgów i słodkości. Gwarno, tłoczno jak na nadmorskiej promenadzie, a kilka kroków dalej spokój, park, ławeczka w cieniu.
A parki pełne jaśminów i czarnego bzu, a zapach zniewalał, kusił do spacerów nocą.

środa, 21 czerwca 2017

Na deptaku w Ciechocinku...

Wróciliśmy z Ciechocinka w niedzielę. Wypoczęci, naładowani dobrą energią, zadowoleni, że tak wiele  rzeczy nam się podobało i chwilami zachwycało!
W tym sanatoryjnym miasteczku spędziliśmy długi weekend, od czwartku do niedzieli. Mieszkaliśmy w nowoczesnym, usytuowanym w cichym zakątku hotelu. Tu nas rozpieszczano smaczną kuchnią, miłą obsługą, bardzo wygodnym pokojem, no i ciszą!!! Tu zawsze było cicho! Pomimo, że w restauracji było wesele z dyskoteką, że było sporo małżeństw z maluchami.
Ciechocinek jest miasteczkiem zajmującym się lecznictwem od 180 lat. Zawdzięcza swą sławę uzdrowiska źródłom solankowym. Solanka to woda chlorkowo-sodowo-jodkowa. I właśnie wody te leczą.
Solanka leczy, a cały proces leczniczo- produkcyjny  kończy się otrzymywaniem, warzeniem soli.
W 1788 roku odkryto źródła solankowe i już w 1791 zadecydowano o budowie warzelni soli, a w latach 1824 do 1859 ukończono budowę trzech tężni i proces warzenia soli działał.
Trudno mi było zrozumieć, że proces otrzymywania soli zaczyna się przy fontannie solankowej Grzybek, potem podawany za pomocą pomp płynie do tężni, a stamtąd do Warzelni Soli.
No, cóż nawet przy technice dziewiętnastowiecznej trochę się gubię, wiadomo, kobieta!

Wszystko widziałam, zwiedziłam, oddychałam solanką ile tylko się dało, solankową wodę, "Krystynkę" piłam, sól kuchenną w Warzelni kupiłam.
Zdjęcia tu zamieszczone zrobiłam sama.
1.Patio w hotelu.
2.Kwiatowy zegar w centrum Ciechocinka.
3.Widok z hotelowego balkonu.
4.Grzybek pełen solanki.
5.Fragment tężni 2.
6.Sól warzona w Ciechocinku w moim domu.
cdn.