środa, 21 czerwca 2017

Na deptaku w Ciechocinku...

Wróciliśmy z Ciechocinka w niedzielę. Wypoczęci, naładowani dobrą energią, zadowoleni, że tak wiele  rzeczy nam się podobało i chwilami zachwycało!
W tym sanatoryjnym miasteczku spędziliśmy długi weekend, od czwartku do niedzieli. Mieszkaliśmy w nowoczesnym, usytuowanym w cichym zakątku hotelu. Tu nas rozpieszczano smaczną kuchnią, miłą obsługą, bardzo wygodnym pokojem, no i ciszą!!! Tu zawsze było cicho! Pomimo, że w restauracji było wesele z dyskoteką, że było sporo małżeństw z maluchami.
Ciechocinek jest miasteczkiem zajmującym się lecznictwem od 180 lat. Zawdzięcza swą sławę uzdrowiska źródłom solankowym. Solanka to woda chlorkowo-sodowo-jodkowa. I właśnie wody te leczą.
Solanka leczy, a cały proces leczniczo- produkcyjny  kończy się otrzymywaniem, warzeniem soli.
W 1788 roku odkryto źródła solankowe i już w 1791 zadecydowano o budowie warzelni soli, a w latach 1824 do 1859 ukończono budowę trzech tężni i proces warzenia soli działał.
Trudno mi było zrozumieć, że proces otrzymywania soli zaczyna się przy fontannie solankowej Grzybek, potem podawany za pomocą pomp płynie do tężni, a stamtąd do Warzelni Soli.
No, cóż nawet przy technice dziewiętnastowiecznej trochę się gubię, wiadomo, kobieta!

Wszystko widziałam, zwiedziłam, oddychałam solanką ile tylko się dało, solankową wodę, "Krystynkę" piłam, sól kuchenną w Warzelni kupiłam.
Zdjęcia tu zamieszczone zrobiłam sama.
1.Patio w hotelu.
2.Kwiatowy zegar w centrum Ciechocinka.
3.Widok z hotelowego balkonu.
4.Grzybek pełen solanki.
5.Fragment tężni 2.
6.Sól warzona w Ciechocinku w moim domu.
cdn.

wtorek, 13 czerwca 2017

Na wesoło!

Teraz już wiem, dlaczego nie mogę nadążyć z obowiązkami!
Jutro muszę szykować się na wyjazd do Ciechocinka! Weekend w Ciechocinku! Cieszę się, odpocznę!
" Na deptaku w Ciechocinku..." Wrócę to opowiem co i jak! Podobno "...sens głęboki Ciechocinek ma..." Sprawdzę.

sobota, 10 czerwca 2017

Pożegnanie z bratkami.

Dziś na balkon wkroczyły pelargonie. Jedna inna, jest przeznaczona na parapet. Dziś jest tylko oswajana.
Cały dom stroją bratki!
Stoją w kuchni w dzbanuszku z historią.
W sypialni, w saloniku, na parapetach.


Stwierdzam: ja to się cieszę byle czym! Byle co mnie cieszy!!!

wtorek, 6 czerwca 2017

"Księżniczka czardasza" Emmericha Kalmana.

Byłam w operze Nova w Bydgoszczy. Widziałam, słyszałam, podziwiałam operetkę "Księżniczka czardasza" Emmericha Kalmana. Ta barwna i pogodna opowieść o miłości chwilami oczarowywała, chwilami wzruszała, rozśmieszała i bywało, że chciało się śpiewać z chórem​ czy solistami lub tańczyć z baletem.
"Księżniczka czardasza" powstała w przededniu pierwszej wojny światowej. Treść dzieła, jak już pisałam to miłość, miłość arystokraty Edwina do gwiazdy kabaretu Sylvii. Akcja oryginału toczy się w Budapeszcie i Wiedniu.
Reżyser, Wojciech Adamczyk ( ten sam co reżyserował "Ranczo") operetkę odkurzył, zrewaloryzował i akcję przeniósł do Warszawy lat dwudziestych.
Widowisko imponowało mi rozmachem. Do tejże sztuki Maria Balcerek zaprojektowała przepiękne, bogate stroje, a było to aż 350 kostiumów!
Muzyka porywała, orkiestra pod dyrekcją Piotra Wajraka wtórowała chórowi i solistom. Z przyjemnością słuchałam nieśmiertelnych arii: "Bo to jest miłość", "Artystki, artystki, artystki z varietes", "Czardasz, czardasz". Podziwiałam znakomitą artystkę w tytułowej roli, Urszulę Piwnicką.
Podziwiałam balet i choreografię.
Szczególnie podobała mi się rola Antoniego Dowejko, przyjaciela Sylvii i Edwina. W tej roli wystąpił Jakub Zarębski, był perłą przedstawienia!
Zobaczcie sami!
Sama sobie się dziwię, że dotychczas sądziłam, iż nie lubię operetki!!!

wtorek, 30 maja 2017

???

Wstąpiliśmy na obiad do miejsca urządzonego w stylu PRL. Zjedliśmy po wielkim jak talerz schabowym z kapustą, zamówiliśmy kawę. Wzruszające było dla mnie to, że kawę podano w szklankach z koszyczkiem.
Nie czułam się szczęśliwie w okresie Polski Ludowej! Nie lubiłam tego typu zastawy!!!
Dlaczego spodobały mi się teraz te szklanki z których dawniej siorpano kawę z fusami?
Dzieciaki mają w kuchni mnóstwo urządzeń elektrycznych i elektronicznych, ale jak trzeba zrobić wnuczce do klopsików jej ulubiony sos pomidorowy, to nie ma podstawowego "przyrządu"! Kupiłam, zawiozłam, jest! Nazywam ją "kwirlejką", córka mówi "ćwirlejka"!
Jak nazywacie to cudo z epoki babcinej kuchni?
Jeszcze niedawno nie spotykałam wróbli, martwiłam się, że zniszczyliśmy ich środowisko i nie potrafią się odrodzić!
A tu proszę! Towarzyszyły nam w kawiarnianym ogródku. W ich towarzystwie lody smakowały pysznie!
Jak myślicie, dlaczego były lata chude dla wróbli?
W pogodnym nastroju pozdrawiam Was serdecznie!

sobota, 27 maja 2017

Radośnie!

Mam własne zielone miejsce na ziemi!
To naprawdę moje stokrotki!
Różowe też rosną u mnie!
I mój ci jest ten kawałek tarasu obrośnięty dzikim winem.
Ale kot wspólny, działkowy.

wtorek, 23 maja 2017

Noc Muzeów.


Obejrzałam wystawę grafik Francisco Goyi, zgromadzono na niej aż osiemdziesiąt eksponatów. Przytłaczające to obrazy, często abstrakcyjne przedstawianie wad i ludzkich ułomności, okropności wojny, koszmarów. Brr...

Widziałam też obraz Jacka Malczewskiego.
To portret żony artysty.
Obejrzałam też "Portret kobiety" Witkacego.
Obraz Zofii Stryjeńskiej z motywem ludowym, ale o tematyce religijnej.
Tytuł obrazu "Chrystus ukazujący się matce" (Nadchodzi wiosna).
Podziwiałam dwa dzieła Kantora:
"Wielopole" i "Parasol i postacie"
Największe wrażenie zrobiły na mnie dwa dzieła.
Jest to obraz olejny współczesnego malarza
Stanisława Rodzińskiego pt."Pieta".
Proszę, przyjrzyjcie się temu obrazowi, mnie poruszył bardzo. Tyle tu bólu i uduchowienia!
Wymowna też jest moim zdaniem poniższa instalacja!
Nosi ona nazwę "Ostre przedmioty", autorem jest Jarosław Kozłowski.
Uświadomiłam sobie po raz kolejny, że słowem można boleśnie ranić, a nawet zabić!!!
(Grafiki z Internetu, a pozostałe zdjęcia pstrykałam za zgodą pracowników muzeum. )