poniedziałek, 6 listopada 2017

Trochę o zdrowiu.

Mój, właściwie nasz, listopad w tym roku zapisuje się "medycznie".
Tydzień temu badania laboratoryjne w Wielkim Mieście w szpitalu chorób wątroby. Dziś coroczna wizyta u specjalisty od wirusowego zapalenia wątroby. Wyniki prawie bardzo dobre. Wirusa C nie ma, a wątroba może mi jeszcze służyć 140 lat. To słowa pani lekarz. Taki żarcik.

Piszę o tych badaniach ku przestrodze. Około 8 lat temu przypadkowo wykryto u mnie wirusa C. Okazało się, że czeka mnie długie i ciężkie leczenie. Pół roku czekałam w kolejce na biobsję wątroby i decyzję zgody na leczenie. Leki są bardzo drogie i wymagają wielkiej dyscypliny pacjenta. Leczono mnie przez rok! Po roku miałam to szczęście, że się pozbyłam wirusa C.
Jestem już 5 lat po wyleczeniu. Co roku jeżdżę do kontroli. Jestem szczęśliwa, że jestem zdrowa, nawet nie chcę pamiętać jak było ciężko!

Ale namawiam, by samemu zbadać się czy nie jest się zakażonym wirusem C. Badanie krwi na HCV (Wirusowe Zapalenie Wątroby typu C) kosztuje około 30 zł. W grupie ryzyka są osoby, które przeszły operacje, dostawały krew, miały drobne zabiegi. Wirus przenosi się z krwią. Lekarze twierdzą, że można się też zarazić u fryzjera, kosmetyczki, w gabinecie tatuażu. Wszędzie, gdzie pojawi się krew, a im szybciej się dowiemy, że jesteśmy zakażeni wirusem C, tym łatwiej będzie nas wyleczyć!

Dziś w poczekalni czekał ze mną młody człowiek, miły, przystojny, opowiadał, że choruje od  6. roku życia.  Był ze śliczną narzeczoną. Jest wyleczony, przyjeżdża tak jak ja co roku do kontroli. Cieszy się życiem i jest szczęśliwy.

A to ogród listopadowy! Ileż tu barw! Pięknie!

wtorek, 24 października 2017

wtorek, 17 października 2017

W centrum miasteczka rośnie wielki, rozłożysty platan. Jest piękny o każdej porze roku. To pomnik przyrody!
Marzyłoby mi się zrobić mu cztery zdjęcia, każde o innej porze roku, ale z tego samego miejsca. Nie uda się. To już wiem.

O czym myślę? Co pochłania mój czas? Plany związane z przeprowadzką. Szukałam człowieka do remontu, a to nie jest łatwe. Poumawiałam się ze stolarzem, co zabuduje nam kuchnię, wykonałam wstępny projekt, a dla laika to nie lada problem. Intensywnie myślę o wielkich zmianach, które nas czekają. Nie boję się. Cieszę się!
Dni są piękne, słoneczne, ciepłe.
Na działce w weekend dzieciaki zrywały winogrono. To pierwsze plony na naszej wspólnej działce.
Winogrono podobno bardzo smaczne. I popatrzcie jakie okazałe!
Już sobie obiecuję, że za rok będę brała udział w winobraniu!
A co z tak dorodnych owoców można zrobić? Wino i co jeszcze?

wtorek, 3 października 2017

Jesienne spacery.

Jesień kojarzy się z deszczem, szarugą, chłodem.
A tu niespodzianka! Mamy złotą, polską jesień!
Sprzyja spacerom, zachwytom naturą, widzeniu wszystkiego przez różowe okulary!
Spacer po mieście ,a to efekt, mural jesienny. Zabawny i słodki.
Wędrówki po lesie! Grzybobranie! W koszyku niewiele, ale zachwycają te kolorowe, trujące, to one są najpiękniejsze!



A dziś już poniedziałek, dzień szary, spacer z parasolem murowany!

wtorek, 26 września 2017

Już wiadomo, jest dobrze.

Wizyta u lekarza rodzinnego była miła i szybka.
Wróciłam po kilku miesiącach z wszystkimi wynikami. Badania zlecono mi po tym jak skarżyłam się na krztuszenie przy jedzeniu.
Więc było tak.
Najpierw pani laryngolog ( przyjęła mnie bardzo chłodno, zbadała pobieżnie, bo pierwszy byłam na NFZ, a nie prywatnie) , skierowała mnie do neurologa.
W międzyczasie doktor rodzinna kazała zrobić mi gastroskopię, bałam się bardzo, było to moje tego typu badanie pierwszy raz! A strach ma wielkie oczy! Poszło szybko i bezboleśnie, a wynik był natychmiast i to wzorowy! Bolesność gastroskopii jest przereklamowana!
U neurologa było miło i fachowo, po obejrzeniu mnie ze wszystkich stron pani doktor przedstawiła mi czym grozi zachłystywanie i zleciła rezonans magnetyczny z kontrastem. O tym badaniu już się rozpisywałam, bezbolesne, ale z wielkim siniakiem. Po tygodniu był wynik. Byłam nim zmartwiona.
Moja lekarz rodzinna nie jest tym wynikiem zaniepokojona. Radzi pilnować cholesterolu i ciśnienia. Podałam pani dr kserokopie wszystkich badań i opisów specjalistów, ucieszyła się, że tak super się przygotowałam. Zbadała moje ciśnienie, osłuchała mnie, przy okazji zgłosiłam, że jestem już zaszczepiona przeciw grypie.
Pozwoliłam też sobie podsumować leczenie: " Najbardziej pomogła mi pewnie porada pani doktor, by jadać obiady w porze obiadowej, a nie obiadokolacje. Jadamy teraz tak w restauracji, spokojnie, powoli, siedząc prosto. Jem jak dama, tak jak pani radziła."





piątek, 22 września 2017

A nic to!

W poprzednią sobotę było grzybobranie. Spacer piękny, las w słońcu, grzybów niewiele.
W niedzielę oglądaliśmy mecz, grał wnuk mojego brata. Był to mecz juniorów. Nasz chłopak jest kapitanem drużyny! Dziadek 🙌 i babcia dumni! A my dzieliliśmy z nimi ich radość.

Dużo myślę o naszej przeprowadzce! To już za dziewięć miesięcy. Jak ciąża! Niech dojrzewa, by się urodzić!

W poniedziałek mam wizytę u lekarza rodzinnego pokażę wynik rezonansu głowy. Ciekawe...

piątek, 15 września 2017

Już koniec lata...

To nieoczekiwany koniec lata! Nawłoć brązowieje, głóg czerwieni wśród kolców.
A pająki pracowicie tkają sieci!
Czekam na złotą polską jesień! A i tak szkoda mi lata!
Najmłodsza wnuczka skończyła parę dni temu 11 lat. Oto tort niespodzianka. Puszin - kot.
Rozbawił nie tylko mnie! Czy zauważyliście,  że ma na grzbiecie kawałek pizzy? To ulubiony smakołyk jubilatki. Tylko prawdziwy kot chował się po kątach, był daleko od gości, od puszina!

czwartek, 7 września 2017

Wiele niespodzianek.

Codziennie bywam w tym lokalu. Tu jadam obiady. Miejsce jest zawsze udekorowane kwiatami, a wczoraj oczarowały mnie bukiety z mieczyków.


Niedziela minęła pod znakiem niespodzianek. Odwiedził nas mój ulubieniec, choć z dalszej rodziny i mimo różnicy wieku (aż czterdziestoletniej!) rozumiemy się doskonale. Połączyła nas dwanaście lat temu wspólna pasja - genealogia. Razem pracowaliśmy nad drzewem naszych wspólnych przodków, razem zrobiliśmy dwa zjazdy rodzinne. Tym razem mieliśmy dla siebie tylko pół godziny. Miło, że miał chęć z nami się zobaczyć.
A wieczorem pędziliśmy na bluesowy koncert. Miejsce szczególne, barka na rzece. Koncert podobał nam się bardzo i cieszyło mnie, że byliśmy całą rodziną (moje liczne rodzeństwo) i przyjaciółmi w komplecie! Bawiliśmy się dobrze, klaszcząc, śpiewając refreny i podrygując w rytm melodii. Solistami byli muzycy z Torunia i Ciechocinka. Występ był kameralny, więc można było wsłuchać się w teksty, no i dźwięki harmonijki, akordeonu i gitary.
Było super.

We wtorek odebrałam wyniki rezonansu głowy. Dwa zapisy mnie lekko niepokoją, zapisałam się do neurologa, dopiero na listopad.
 Myślę, że jest dobrze.

niedziela, 3 września 2017

Trochę o skutkach dokładnego leczenia.


Już wrzesień. Zaskoczył nas jesienną pogodą. Czas mija spokojnie, stosownie do deszczy, mgieł, a raz po raz świeci słońce i jest kolorowo. Mam nadzieję, że lato jeszcze nas rozpieści!
Wrzesień zaczął się badaniem , rezonansem głowy. Bałam się kontrastu i miałam rację!!! Ogromny siniak tkwi na mym ręku do dziś. Badanie całkiem bezbolesne, ale dzięki temu badaniu dowiedziałam się ile jest rodzajów dźwięków. Istna kawalkada przeróżnych rytmicznych hałasów. Wynik za tydzień.

Dlaczego robiono mi tak skąplikowane badanie? To wszystko z powodu zakrztuszeń, które często mi towarzyszą  przy połykaniu. Myślę, że to pozostałość po leczeniu Inrterferonem.

 Moja pani doktor przejęła się tą moją przypadłością. Wydała zakaz jedzenia obiadokolacji, więc musimy stołować się w czasie pracy, a to jest bardzo przyjemne i wygodne! Poza tym szereg badań, gastroskopię, wizytę u laryngologa i neurologa, rezonans jest ostatnim z badań. Bardzo uważam jedząc i pijąc i nic mi nie jest, oprócz tego, że jestem szczegółowo przebadana!!!

A dziś wieczorem idziemy na barkę, na koncert bluesa, to mi zrekompensuje szarą pogodę.
Ps. Kolory trzcionki przypadkowe. Chochlik.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Nad morzem i między jeziorami.

Plażowanie, spacery i zwiedzanie okolicy zajmowało mój czas.
Między jeziorami Gardno i Łebskie jest wioska Smołdziński Las. Malowniczo tu i cichutko.

Tu trafiliśmy na włoską restaurację Trattoria Ricardo.
Trudno określić co bardziej urzekło mnie w tym miejscu! Pyszne jedzenie, cisza, kultura i ład, uśmiech i ciepłe spojrzenie właściciela, spokój?

A może obrazy artysty malarza Jacka Frackiwicza? Pełne witalności, krzyczące kolorami? Jestem pod wielkim wrażeniem tego malarstwa!
A co tam jadłam? Polędwiczki w sosie kurkowym, a na deser tiramisu.
Oj, szkoda, że moje mini wakacje już się skończyły!
Ps. Zdjęcia znalazłam w Internecie. Dziękuję.

piątek, 25 sierpnia 2017

Wypoczynek.

Odpoczywamy w Rowach. Morze piękne, codziennie inne, wczoraj skąpane w słońcu, dziś zagniewane, wzburzone.
A to niebo nad Bałtykiem w piątkowy wieczór, czerwone, piękne!

środa, 23 sierpnia 2017

Oj, była, była zabawa...i nocy było mało!

Piękna Para Młoda, wzruszająca uroczystość w kościele i huczna zabawa do białego rana!!! Tak mogłabym króciutki podsumować te uroczyste dwa dni w życiu mojej pupilki.
Kościół nieduży, choć w wielkim mieście.  Ławki pełne gości i strojny ołtarz, biały klęcznik i krzesełka dla Pary Młodej, i świadków. Wszyscy czekają na moment w którym ojciec przyprowadzi pod ołtarz pannę młodą. Wszystkim towarzyszy wzruszenie. Ojciec symbolicznie przekazuje córkę narzeczonemu. Msza Święta uroczysta, uświetniona śpiewem chórku koleżanek. Pieśni religijne śpiewane są na głosy, ronimy łzy, ich TAK brzmi wzniośle i bardzo wyraźnie.
Wzrokiem odprowadzamy już żonę i męża. Przed kościołem tłum koleżanek, kolegów, są też dzieci z domu opieki, wszyscy chcą ukochać młodych.
Z kościoła jedziemy do restauracji, a tam nakryte na 120 osób! Znowu tłum gości!!!
Wszystko wzorowo zorganizowane. Najdłuższy stół zajęli młodzi goście. Siedzieliśmy wśród rodziny i przyjaciół rodziców panny młodej. Rozmowom, żartom, tańcom zdawało się nie być końca. Grała Młodej Parze i nam orkiestra z solistką. Cudownie brzmiał saksofon! Jego solówki nagradzaliśmy gromkimi brawami. Tańczyło się do białego rana!!! Do hotelu wróciliśmy o piątej rano.
Powtórzę za wieszczem: " I ja tam byłam, miód i wino piłam, a co widziałam ..."


piątek, 18 sierpnia 2017

Smutny post.

Po opublikowaniu poprzedniego postu otrzymałam smutną wiadomość o śmierci kuzyna. Zburzyło to moją radość z jaką czekałam na urodziny siostry. Wspominaliśmy Pawła, podziwialiśmy jak dobrym był mężem, ojcem, człowiekiem. 
Miał tragiczną starość, sześć lat temu zmarła jego cudowna żona, a jego sielankowe, choć pełne pracy, życie też się skończyło! Zapadł w depresyjny stan, a to po roku skończyło się udarem i obcięciem nogi! On, sportowiec, był teraz człowiekiem bezczynnym, nie miał w sobie siły walki! I tak ostatnie pięć lat spędził na wózku, był całkowicie zależny od opieki córek i ich mężów. Cieszył się miłością i troskliwością dzieci, wnuków, prawnuków i sąsiadów. Odszedł cichutko, tak jak żył przez ostatnie sześć lat. 

A moje życie toczy się dalej. Przez kilka dni nie miałam internetu, to chyba skutek burz. Dziś wszystko śmiga. Szykuję się na ślub pupilki. Jedziemy 100 km do wielkiego miasta na weselisko z stu dwudziestoma gośćmi! 

I tak to smutek przeplata się z radością, a radość przeplatana jest smutkiem.

sobota, 12 sierpnia 2017

Rozrywkowo.

Dziś wybieram się na urodziny siostry. Urządzamy je na działce brata. Te ogrody działkowe są blisko, prawie w śródmieściu.
Będzie całe rodzeństwo w komplecie.
Oprócz życzeń i prezentu przygotowałam smaczną niespodziankę. Pieczoną karkówkę i sałatkę ryżową z kurczakiem.
Dziś się ochłodziło, będzie bez opalania, ale na pewno przyjemnie.
KM stwierdził, że nic z moich dań mu nie będzie smakowało. Nawet nie degustował! Nie to nie! Mam nadzieję, że inni goście rozsmakują się w moich potrawach.
Pędzę stroić się działkowo!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Lubię patrzeć na murale.

To dziewczynka z zapałkami.
A to latarnik.
Niedźwiedzie w kąpieli.

 To nimfa. 
Ten mural podoba mi się najbardziej. Te dzieła upiększają okropną ścianę garaży.


sobota, 29 lipca 2017

Zatrzymałam się w połowie lata.

Lato w pełni. Muszę podsumować co się u nas działo.
 Czerwiec minął pod znakiem wypoczynku w Ciechocinku. Dzieci – wnuki rozpoczęły wakacje. Wnuczka duża i mała otrzymały świadectwo z czerwonym paskiem. Są zdolne, pracowite i ambitne. Szczególnie podziwiam córkę syna, dużą wnuczkę, skończyła pierwszą klasę liceum z wyróżnieniem, a to najlepsze liceum w mieście. Jestem z niej bardzo dumna! Jej starszy brat też otrzymał promocję do następnej klasy technikum, ale szału nie ma, nie lubi się uczyć. Szkoda, bo jest zdolny. Jest już w trzeciej klasie technikum rolniczego. A co dalej, zobaczymy. Najmłodsza wnuczka, córka córki, bardzo pracowita, zdolna, z artystycznym zacięciem do rysunku.

            W ostatnim tygodniu czerwca moja ostatnia ciocia, ojca bratowa, obchodziła dziewięćdziesiąte urodziny. Był uroczysty obiad w lokalu i moc życzeń od dużej rodziny. Nie przypuszczałam, że w wiejskim lokalu tak pięknie nakrywają, a jak smacznie gotują! Palce lizać! Temu wydarzeniu muszę poświęcić osobną notkę.
  Lipiec nie obfitował w wielkie atrakcje. Za mną urodziny i imieniny najmłodszej siostry. Było spokojnie i bardzo rodzinnie.
Trzy weekendy spędziliśmy na działce. Jeden z córką i jej rodziną, drugi z siostrą, a trzeci sami. Musieliśmy poczuć atmosferę bycia działkowiczem. To była dopiero nasza czwarta wizyta w tym miejscu. Sto kilometrów to spora odległość, by tak co weekend dojeżdżać.
W minionym tygodniu obchodziłam urodziny, niespodziewanie odwiedził mnie syn z żoną i córką, syn ich pracuje na wsi u drugich dziadków, więc był nieobecny.  (Szczerze? Bardzo tęsknię za bliższymi kontaktami z wnukiem, takie tylko poprawne to dla mnie za mało!) Była to dla mnie wielka niespodzianka, siedzieliśmy  do późnych godzin, nie mogliśmy się sobą nacieszyć!!! We mnie znowu odezwał się syndrom pustego gniazda!

No i w poniedziałek ostatni dzień lipca. A co przyniesie sierpień? Spodziewam się wszystkiego dobrego.

Ps. Niechcąco usunęłam poprzedni post ze wszystkimi komentarzami. Bardzo żałuję, nie są już do odzyskania. Przepraszam.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Cieszmy się latem!

Weekend spędziliśmy  na działce. Piękna pogoda, spacery wśród zieleni i kwiatów pozwoliły nam odpocząć od codzienności.
Szkoda, że na działkę mam powyżej stu kilometrów. Za rok planujemy przeprowadzkę i wtedy będzie bliziutko!







Tak się pysznią kwiaty na sąsiednich ogrodach!

A na mojej działce cichutko, skromniutko. W zieleni buszuje ptak, śpiewa dla mnie! Pelargonie w donicach czerwienią się jak panny na wydaniu! Kot cicho mruczy i domaga się pieszczot.

Sielsko - anielsko!