czwartek, 6 lipca 2017

Śniadanie... i skojarzenia.


Przeglądając córki bibliotekę spojrzałam na egzemplarz „Śniadania u Tiffaniego” Trumana  Capote. Pomyślałam – czytałam. Wzięłam jednak książkę do ręki i zamyśliłam się. Zastanawiałam się, dlaczego to opowiadanie zawsze przewodzi mi na myśl obraz Edouarda Moneta „Śniadanie na trawie”? Czy dlatego, że widziałam ten obraz w Paryżu? Czy z powodu podobnych tytułów?

Przeczytałam opowiadanie jeszcze raz.

Śledziłam losy lekkomyślnej Holly, głównej bohaterki. Podziwiałam jej marzycielską naturę i zdawałoby się beztroskie podejście do życia. Ani razu nie wydała mi się ani wulgarna, ani też dziewczyną o lekkim prowadzeniu. Przeciwnie, była zawsze elegancka, skłonna pomagać innym.
Holly Golightly leżąc po zabiegu w szpitalu, przed otwarciem listu od kochanka, mówi: "Dziewczyna nie może czytać takich rzeczy bez szminki”. Nie czuła nienawiści do mężczyzn, którzy ją wykorzystywali, a wszyscy ją kochali. Ona chciała być tylko bogata. Tęskniła jednak za stabilizacją, za czymś swoim i sama chciała być czyjaś. „Gdybym znalazła prawdziwy dom, w którym czułabym się jak u Tiffaniego…”- marzy Holly. Kochała luksus, była młoda, piękna i pragnęła być bogata.

            Myślałam o tym co tam u Tiffaniego tak zachwycało dwudziestolatkę?
Może marzył jej się szczerze dany pierścionek z brylantem?

 Może nie? Mówiła przecież: „Uważam, że noszenie brylantów przed czterdziestką jest wulgarne.”

Może zachwycała ją elegancja i spokój salonów Tiffaniego? Tam czułaby się sobą?


Zaczęłam interesować się słynną amerykańską firmą jubilerską Tiffany & CO. Założył ją Charles Lewis Tiffany (1812 – 1902) i do dziś słynie z luksusowych salonów jubilerskich, a jej znakiem firmowym są piękne i skromne turkusowe pudełka.
 

Jednak myśl o związku książki z obrazem nie dawała mi spokoju!


Oto „ Śniadanie na trawie” Edouarda Maneta, obraz powstał w latach 1862 – 1863.

Patrzę uważnie na postać nagiej kobiety, na pewno jest to apoteoza kobiecego ciała!

Wszyscy są ubrani, a ona śmiało, bez skrępowania patrzy nam prosto w oczy.

Jest młoda, piękna i niczym nie skrępowana. Jak Holly?

ps. Zdjęcia znalazłam w Internecie.


18 komentarzy:

  1. Książki jeszcze nie czytałam, ale film kultowy☺ A obraz znam i bardzo go lubię ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę szczerze polecam. Dziękuję za wizytę. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne skojarzenia i powiązanie wątków. A mnie się przypomniało, idąc twoim śladem, że wspomniano przy okazji wizyty Trumpa o pierścionku, jaki dostała Melania od męża za 5mln dolarów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to u mnie taki wątek amerykański, w związku z elegancją kobiet na świeczniku!
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Bardzo szeroko powęrdowałaś w tej literacko-malesko-filmowo-biżuteryjnej opowieści. Zawsze myśląc o Holly widze Audrey Hepburn w tej cudownej sukni...zawsze taką chciałam mieć. I nigdy nie widziałam w niej...hm... jak to elegancko określiłas osoby lekko sie prowadzącej. A taka była...A;e to przecież Holly, jej wszystko wolno.
    Nigdy nie kojarzyłam jej z tym obrazem, dla mnie to kompletnie coś innego - ale to naturalne, że nasze myśli róznie biegną:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, tak się rozhulałam! Dziękuję za wizytę i pozdrawiam.

      Usuń
  5. Nigdy nie miałam takiego skojarzenia- może dlatego, że śniadanie to dla mnie obowiązek, niezależnie gdzie od tego gdzie konsumowane:)
    Tiffany zawsze będzie mi się kojarzył z cudnymi witrażami i artystycznymi lampami,nową metodą wytwarzania witraży i nowym rodzajem szkła, a Manet - z całą grupą impresjonistów, których malarstwo uwielbiam.
    A "Śniadanie u Tiffany'ego" kojarzy mi się tylko i wyłącznie z piekielnie drogą biżuterią,której nigdy nie pragnęłam. Panów Tiffany było dwóch - Charles Lewis zajmował się jubilerstwem, jego syn Luis Comfort- witrażami.
    O tym od witraży napisałam kiedyś post na swoim blogu.
    Był to post z 1.08.2015 pt. "Lampy Tiffany'ego".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, piękne witraże Tiffaniego, wszelkiego rodzaju lampy witrażowe, podziwiałam, ale tylko w Internecie. Zajrzę na Twoją notkę z 1.08.2015. Dziękuję. Oj, chciałoby się mieć taką lampkę! Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  6. Pudełeczka -cacka w kolorze jaj drozda.Smak ,elegancja i ...cena.Mnie Tiffany kojarzy się z biżuterią i porcelaną.
    Książka rewelacyjna ,Holly jedyna w swoim rodzaju ,Audrey Hepburn niezastąpiona.
    Śniadanie u Tiffaniego to dla mnie symbol marzeń o przeżyciu czegoś niespotykanego ,w cudownie luksusowym i bogatym świecie.Przeżyciu jednorazowym,coś jak dotknięcie szklanej kuli.
    Jakoś Manet nie kojarzy mi się z książka,chociaż dziewczyna wyzwolona z konwenansów.
    Ps.Polecam w/g mnie rewelacyjną ,inną ksiażkę Capote "Z zimną krwią" Kryminał ,ale jaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Livio! Pachnie luksusem.
      "Z zimną krwią" mam zaplanowaną do przeczytania.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Czytałam tę książkę i wyznam szczerze, że mnie zafascynowała. Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, postać Holly ma coś w sobie, no i styl opowiadania prosty, bezpretensjonalny!
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. I to właśnie się w niej spodobało :)
      Basiu, dzięki. Nie cierpię rutyny, a i mam dość googla. Strasznie śledzi.

      https://maya60.wordpress.com/

      Usuń
  8. O dziwo nigdy po pozycję nie sięgnęłam :O

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakże prostymi słowami, przekazałaś wiele interesujących informacji. Mnie Twoje skojarzenie wydaje się logiczne, i to nie tylko ze względu na słowo śniadanie w tytułach obu dzieł. Wszak każde z nich pokazuje piękną, rozmarzoną(zamyśloną)kobietę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak! Któraż z nas nie chciałaby być piękna, bogata i szczęśliwa? Wszystkie pragniemy miłości i chcemy choć dotknąć luksusu!
    Dziękuję i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń