wtorek, 10 marca 2020

Narciarski tydzień!

Już myślałam, że  tej zimy nie zobaczę śniegu!
A tu, w Zieleńcu śnieg jest!
Oto wejście do naszej chatki przy karczmie Gryglówka!
Dziś 2. dzień jazdy na nartach. KM (kolega małżonek) z ekipą narciarską zjeżdża, a ja spaceruję, wypoczywam.
A to bar na górze. Lech jest wszędzie!
A tu trasy się krzyżują, można się przesiąść z krzesełka na kanapę! Ale narciarze sobie dogadzają!
A dzieciom wygody nie są potrzebne! Wystarczy listek z plastiku!

Ale niestety śnieg coraz bardziej mokry  i ciężki!
Jednak  narciarz to twardziel! Zjeżdża i już!

czwartek, 27 lutego 2020

A co się działo do dziś?


Kalendarz pełen notatek, a pamiętnik milczy.
Co działo się po bebe shawer?

Po tygodniu u córki zorganizowały jej przyjaciółki pokaz thermomixa.

To samogotujące urządzenie koniecznie chciałam zobaczyć. Byłam bardzo ciekawa, czy to gotowanie, czy czary? Zaproszona stawiłam się z KM.
Nie widziałam zbyt dużo, dziewczyny zaglądały ciekawie do gara, w niemałej kuchni było ciasno i gwarno, a cudowne urządzenie  hałasowało.
Postanowiłam spotkać się z córką następnego dnia. Zostaliśmy zaproszeni na obiad z kawą, a wszystko wyczarowane w termomiksie.
Smaczne, zdrowe, a ciasto drożdżowe udane jak nigdy. A na drogę zostaliśmy obdarowani drożdżowymi bułeczkami. Pychotka...Jak mówiły moje małe wnuki.
Widziałam, że KM boi się, że ja też zachoruję na takie urządzenie,  ale NIE. Moja kuchnia musi się różnić od kuchni córki! Bo gdzie podziałaby się tradycja? Tradycyjne smaki domu rodzinnego?
Po wielu latach odwiedziła mnie Moja chrześniaczka.  Spotkałyśmy się przypadkiem w sklepie i wymieniłyśmy telefony.
Ostatni raz widziałyśmy się na jej ślubie. Pewnie dziesięć lat temu!
Przyszła z córeczką, siedmioletnią. Wyglądały zdrowo, kwitnąco. Mała kipiała radością. Śpiewała, recytowała, rysowała. Byłam szczęśliwa, że je widzę.
Czy moja Krolina była i jest szczęśliwa? Życie jej nie rozpieszczało, a obecnie jest po rozwodzie!


W ferie wyjechaliśmy w pięcioro do Kołobrzegu. Mieszkaliśmy w pięknym miejscu. Nasz hotel Bałtyk, jest nad morzem i naprzeciwko mola. Taki też widok miałam z okna.
Nie mam własnych zdjęć, gdzieś zgubił się w starym aparacie.
Wykupiliśmy pakiet z zabiegami, czułam się jak w sanatorium. Cały dzień zajęty! Trzy posiłki i dwa zabiegi dziennie. Ledwo był czas na spacery i baseny!
Nigdy nie byłam w sanatorium,  ale zaobserwowałam, że nie ma tam człowiek lekko!

No i nadszedł koniec karnawału! Zapomniałam o chorobie! Skończyłam jeść antybiotyk w czwartek, a już w sobotę byłam na tańcach.
Bawiliśmy się wesoło, tańczyliśmy i śmialiśmy się dużo! No i toastom nie było końca! Tego dnia 22.02.2020 roku, prawie o 2 godzinie urodziła się Melania! Wnuczka przyjaciół, córka mojej kochanej pupilki. Jestem pewna, że 2. któte jej towarzyszyły przy narodzinach, przyniosą jej szczęście!


Po wizycie przyjaciół. Nowa dekoracja stołu!

czwartek, 13 lutego 2020

Uczę się być znowu na bloggerze.

Oto sprawca moich kłopotów.
Nowy aparat,  nowe problemy.
Już myślałam, że będę musiała założyć nowy blog. Udało się.
Kolejny problem miałam z sokowirówką, ale już się uporałam. To urządzenie mechaniczne, więc prostsze.
Zainwestowaliśmy w zdrowie no i trochę czasu zajmuje nam to dbanie o nie.
Podsumowując. Zadaję kłam przysłowiu, że od przybytku  głowa  nie  boli!
A właśnie boli!


piątek, 31 stycznia 2020

"Narodziła się nowa tradycja..."




Pierwszy raz zaproszono mnie na Bebe Shawer. Moja pupilka za kilkanaście dni urodzi! Spotkałam się z jej rodziną, koleżankami. Było nas kilkanaście. Same kobiety. Były opowieści o własnym dzieciństwie, o porodach, po prostu opowieści różnej treści.
Wszystko trwało nieprzyzwoicie długo! Do północy! A przecież wśród nas była przyszła matka na "ostatnich nogach"!

sobota, 21 grudnia 2019

"Krok po kroczku, krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku, idą święta..."


Wszystkim wirtualnym przyjaciołom na radosny czas Świąt Bożego Narodzenia i na wszystkie dni nowego 2020 roku, ślę najserdeczniejsze życzenia.


sobota, 7 grudnia 2019

Smutek ogromny...

Długo uciekałam wspomnieniami od rzeczywistości. Może chciałam odczarować to co złe, tragiczne, nieuchronne?
W czasie szczęśliwych dni na Podlasiu, właśnie w Siemiatyczach zadzwoniła do mnie siostra.
Spokojnym głosem poinformowała mnie, że ma raka mózgu!
Było to po 20 sierpnia! Chciałam ją pocieszać, być z nią, przytulić! A byłam tak daleko!
Siostra leżała w szpitalu i w trakcie badań komputerowych usłyszała przerażony głos obsługujących urządzenie: M... (nazwisko), to jest rak mózgu!
I tę wypowiedź mi przytoczyła.
Po kilku godzinach zadzwonił jej najstarszy syn i przekazał mi tę tragiczną wiadomość.
Chciało mi się wyć!!! Nie płakać, wyć!
Po kilku dniach pojechaliśmy do siostry do szpitala.
Właśnie to był jej dzień urodzin. Skończyła właśnie 72 lata! Wcale nie przypominała schorowanej starszej pani! Cieszyła się naszą obecnością, trochę przy powitaniu zaczęsła jej się broda! Była taka dzielna.
Właśnie była po biopsji guzka na płucach. Miałam nadzieję, że to koszmarna pomyłka! Guzek miał tylko 18 mm! Siostra nigdy nie paliła! Jeszcze pod koniec lipca była z nami dwa tygodnie w Sarbinowie! Kąpała się w morzu! Nic jej nie było!

Niestety, wyrok się potwierdził! Rak płuc z przerzutami do mózgu.
Od tej pory przez dwa i pół miesiąca prawie codziennie towarzyszyłam siostrze w chorobie. Jeździliśmy 100 km, by być blisko niej! Wtedy po raz pierwszy żałowałam, że się wyprowadziłam z miejscowości, gdzie spędziłyśmy razem dzieciństwo, młodość i dojrzałe lata!

I tak byłyśmy razem przeszło dwa miesiące, w jej mieszkaniu. Towarzyszyli swej matce synowie z rodzinami, dwie pielęgniarki i ja z moim mężem.
Miała wspaniałą opiekę medyczną, a lekarz z domowej opieki hospicyjnej jawił mi się jako święty. O każdej porze dnia i nocy  służył nam pomocą.

To były dla nas, najbliższych, ciężkie dni, ale wiedzieliśmy co jest nieuchronne... Głęboka wiara w Boga pamagała siostrze i nam godnie się pożegnać i rozstać.
Od pogrzebu minął miesiąc...ciągle płaczę! Straciłam siostrę i przyjaciółkę. Wszystko boli bardzo!



wtorek, 12 listopada 2019

W drodze do Siemiatycz.

Siemiatycze tym razem miały być naszym miejscem docelowym. Wyruszyliśmy z Białegostoku późnym rankiem, po śniadaniu, przecież były to wakacje, czas wolny od pośpiechu.
Przed nami droga do Supraśla. Niestety nikt nie planował zatrzymać się w miasteczku, choć ja tęsknym wzrokiem mijałam miasteczko. Supraśl liczy 4600 mieszkańców, leży nad Supraślą otoczony Puszczą Knyszyńską. Jest tu piękna, zabytkowa karczma, którą widziałam z daleka. W Supraślu są bogate złoża borowiny i miasto od 1999 roku ma status uzdrowiska. Jest to więc urocze miasteczko sanatoryjne!
My zaś udaliśmy się do supraskiego monasteru. To najwyższej klasy zabytek prawosławny. 




To Monaster Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy. Klasztor męski. W obrębie znajdują się dwie cerkwie, 


Zachwyt!

Dalej droga prowadziła nas przez
Krynki. Często Krynki określa się jako "przytulny zakątek świata". Osobliwością tego zakątka jest rondo z 12. ulicami! W środku znajduje się mini park, rosną zasadzone w okrąg bukszpany. Ulic z ronda jest naprawdę dwanaście! Przejeżdżałam, widziałam.
Pokonując oryginalne rondo jechaliśmy do Kruszynian.
Kruszyniany to wieś nadana w siedemnastym wieku przez Jana Trzeciego Sobieskiego Tatarom, za udział w wojnie z Turkami. Osobliwe to miejsce. Zamieszkuje tę wieś osiem tatarskich rodzin.

To kilka zdjęć z Kruszynian.
To meczet, który zwiedzaliśmy.
A to mizar, cmentarz tatarski, można tu odnaleźć osiemnastowieczne nagrobki.
Jeden z domów dzisiejszych Tatarów.
To droga do muzeum, gdzie chwilowo znajduje się tatarska restauracja. Obok buduje się nowa, dawna spaliła się.
Oto karczma - muzeum.
A tu żegnamy ciekawe i smaczne miejsce.
Teraz już jedziemy prosto do Siemiatycz.